niedziela, 2 lipca 2017

Rozdział 12 - część 3

Alicja 
(zaraz po tym jak opuściła Coco i Kastiela)

W szybkim tempie wyszłam na dziedziniec. Robiąc kilka kroków przed siebie, zatrzymałam się, biorąc kilka wdechów na uspokojenie. Do moich płuc dostawało się przyjemne, czyste powietrze.
Delikatny wiatr bawił się moimi włosami.
Zamknęłam oczy, wyciszając się. Nawet nie słyszałam krzyków i rozmów uczniów otaczających mnie ze wszystkich stron, śpiewów ptaków czy szumu liści. Słyszalne było tylko moje serce, które biło spokojnym, umiarkowanym rytmem. Instynktownie kładę dłoń na klatkę piersiową w okolicy serca.
W takich momentach mam wrażenie, że przyszłość na mnie nie czeka, że mój czas stąpania po tym świecie zaraz się skończy.
Te refleksje o moim życiu są smutne i melancholiczne.
Z lekkim smutkiem wymalowanym na twarzy otwieram pomału oczy i o mało co nie dostałam zawału, gdyż TA dziewczyna stała przede mną, spoglądając na mnie z zabójczym wzrokiem. Gdyby on mógłby zabijać, to już bym była martwa i wąchała kwiatki od spodu.
Robiąc jeden krok w tył ze zdumienia, jej kąciki ust podnoszą się lekko do góry, tworząc kpiący uśmiech.
- No proszę, Alicja – słysząc ponownie w dzisiejszym dniu ten wręcz denerwujący, słodki głos, na moim ciele pojawia się delikatna gęsia skórka.
- Witaj... hm... - zaczęłam udawać, że zastanawiam się nad jej imieniem, mrużąc oczy, chcąc nieco wkurzyć dziewczynę.
- Elis – wysyczała wściekle, a ja zaśmiałam się w duchu, widząc jej zezłoszczoną minę. No ludzie! Ona zareagowała tak, jak ja na to liczyłam! Ale czemu mam wrażenie, że z każdym moim słowem ten cienki lód, po którym stąpam, pęka pod moimi stopami?
- Tak, Elis. – Wywracam oczami, wpieniając ją jeszcze bardziej. – Więc czego chcesz? – pytam się słodko z wymuszonym uśmiechem na twarzy, przechylając głowę lekko w bok.
Ku mojemu zdziwieniu jej usta unoszą się na chwilę, tworząc słodki uśmieszek, oczy zaś łagodnieją. Widząc, jak zareagowała, z lekka mnie zatkało. Ale moje całkowite nierozumienie całej sytuacji przeszło dopiero wtedy, kiedy nagle spoważniała.
Widząc jej ciągłe zmiany charakteru, zaczęłam wyzywać w duchu, że w ogóle się do niej odzywałam. Ze swoimi humorkami jest gorsza niż niewyspana i głodna kobieta w ciąży, więc zdecydowanie lepiej by było, gdybym ją minęła i byłby wtedy święty spokój... być może.
Czerwonowłosa robiąc kilka drobnych kroków przed siebie, sprawiła, że zbliżyła się do mnie. W głowie od razu zapaliła mi się czerwona lampka ostrzegawcza, która kręciła się szybkim tempie, krzycząc „Uwaga! Zagrożenie!”.
Już chciałam uciekać, ale złotooka położyła mi dłonie na barki, wbijając w moje drobne (teraz biedne) ramiona swe idealnie wypiłowane pazury! Do jasnej anielki, co ta baba kombinuje?
- Wiesz co? – wyszeptała mi do ucha. Czując jej odrażający oddech na swojej skórze, myślałam, że zaraz przywalę tej dziewczynie w twarz. Tylko jedno mnie zastanawia – czemu się przed tym powstrzymałam, skoro mogłam ją uderzyć z łokcia, czy z bani? A, już wiem. Po pierwsze: jej ostre pazury, po drugie: nie chcę, aby mnie później głowa bolała... Albo łokieć.
- Co mam wiedzieć? - spytałam się podstępnie z lekką (jak nie wielką) nutką ironii w głosie, ale szybko zrobiłam sobie mentalnego facepalm'a. Jakim trzeba być idiotą, aby zadawać głupie pytania w takiej sytuacji, w jakiej się znajdowałam?! No po prostu brawa dla ciebie, Alicjo!
- Wiesz, co masz wiedzieć? - spytała się mnie delikatnie podenerwowana. Tym razem pokręciłam tylko głową, nie chcąc kopać pod sobą coraz głębszego dołku. - Masz wiedzieć, że Kastiel należy tylko i wyłącznie do mnie i masz się od niego trzymać z daleka, bo... - Uśmiechnęła się psychopatyczne, przerywając na chwilę swą wypowiedź, mi zaś w tym momencie serce szybciej zabiło ze strachu, słysząc ten zabójczy ton — się ciebie pozbędę — dokończyła. - Więc się od niego odwal — dodała, odsuwając się ode mnie na kilka kroków.
Zaczęłam pomalutku analizować każde jej słowo. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, co powiedziała, na początku się bałam, ale po chwili uśmiechnęłam się cwanie i z kpiną, co ją lekko zdziwiło.
- Nie jestem lawiną, aby się od niego odwalić. - Tak musiałam... Po prostu musiałam trzasnąć tak banalnie głupim tekstem...
Widząc jej zdziwioną minę i szeroko otwarte oczy, przybiłam ze sobą mentalną piątkę, po czym zachichotałam cicho.
Elis najwyraźniej nie wiedziała, co mi odpowiedzieć, gdyż posłała mi tylko mrożące krew w żyłach spojrzenie... Znowu. (Tyle razy je dzisiaj widziałam, że chyba się na nie uodpornię).
Tym razem nie wystraszyłam się tego gestu z jej strony, tylko uśmiechnęłam się przebiegle, wiedząc, że ta cienka pokrywa lodowa, chroniąca mnie przed tą zołzą, już dawno pewnie pękła, sprawiając, że w końcu przez własną głupotę utonę wśród lodu.
- I wiedz jedno! - Tym razem ja spojrzałam się na nią złowrogo, wykorzystując jej dekoncentracje. - Nie zostawię Kastiela nigdy! - powiedziałam półprawdę, bo w końcu jak zginę, będę musiała go zostawić.
- Ty dziewucho! - zasyczała. - Jeżeli się od niego nie odwalisz, pożałujesz tak bardzo, że sama będziesz chciała odebrać sobie życie! - Prychnęłam, co ją zdziwiło.
- Twoich gróźb boję się jak Hitler, który bał się stracić swoje wąsy. - Kolejny głupi tekst wyleciał z moich ust tego dnia. Powinnam po prostu dostać Oskara za beznadziejne wypowiedzi.
Zamrugałam kilka razy zdziwiona, widząc, jak dziewczyna czerwieni się ze złości. Nie mogłam uwierzyć, że mój badziewny tekst doprowadził ją do takiego stanu. Od razu poprawił mi się humor, kiedy zauważyłam, że dziewczyna jest cała czerwona. Ledwo co powstrzymywałam się od śmiechu. Czerwone usta, czerwone włosy i czerwona twarz — idealne combo, jak tyłek pawiana (xD).
Korzystając z jej z dekoncentracji, wycofałam się po cichu, starając się, aby dziewczyna nie zauważyła mojego ulotnienia. Na całe szczęście udało mi się wymknąć, ale niestety... Nie poszłam tam, gdzie chciałam, gdyż wredna zołza stanęła mi na drodze... Ah~ Dzisiejszy dzień jest pełen niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji.
***********************************************************************
Niespodzianka...?
Kto się spodziewał rozdziału? Bo ja na pewno nie... ale siekiera i róż jednak skłoniły mnie do napisania, tego czegoś, dlatego jak chcecie komuś dziękować to Julce XD (Która przy okazji poprawiła mi nadprogramowo rozdział xd)
Niestety nie wiem kiedy następy rozdział, gdyż nie mam weny na SF ;-;
Pozdrawiam! <3

2 komentarze:

  1. Siekiera zawsze pomoże B) Tak, no... Trzeba jakoś wspierać talenty, żeby ich nie zaniedbano! A takowy przecież posiadasz, szefunciu <3
    Mimo że to wiesz, to i tak muszę wspomnieć o tym, jak bardzo mi się rozdział podobał. Bo w rzeczy samej, niesamowicie przypadł mi o gustu, choć mógłby być trochę dłuższy. Ale znam historię, lepszy trochu krótki niż żaden!
    Nie lubię Elis. Ale jej się nie da lubić, więc to normalne xD Za to podobają mi się porównania w tym rozdziale. Rozśmieszają, a że śmiech to zdrowie, to jest bardzo dobrze!
    Wiesz dobrze, że czekam na następny, prawda? Toteż przesyłam motywacji, Domi, dużo motywacji! Bez ciężarówki weny się nie obędzie... I przepraszam za chaotyczny komentarz, jakoś nie mogę właściwie skleić zdań! Pozdrowionka <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie rozdziaaaaaaaaaaaaaaaał!!!!!
    ...
    *świerszcz, świerszcz, świerszcz ....*
    Ale się stęskniłam za tym blogiem.
    Wpadałam tu od czasu do czasu a dzisiaj paczam: Rozdział!
    Dobra, już się ogarniam...
    Tym czerwonym combo mnie rozwaliłaś, chcę więcej takich tekstów.
    Wszystko fajnie, super rozdział, Elis niech skoczy z dywanu i się zabije.
    Czekam na ciąg dalszyyyyyyy! Pozdrawiam i wiadro weny! ;)
    *i znowu świerszcze*

    OdpowiedzUsuń